Rozdział 2 - Wrogowie czy Kompani?

|ROZDZIAŁ DRUGI|
•WROGOWIE CZY KOMPANI?•
-A ty coś za jedna?!
-A wy kto?
-Pierwszy pytałem! Odpowiadaj albo dostaniesz kulę w łeb!
-Dobra panie! Spokojnie! Peace and Love!
Tak. Stałam naprzeciw faceta z shotghanem który we mnie celował a młody z boku się wszystkiemu przyglądał. Miał jednak dość niewyraźna minę. Odniosłam wrażenie, że byłby on skory do oddania mi tych zapasów albo raczej podzielenia się nimi gdyby miał okazję, ale do rzeczy. Wpadłam na pewien pomysł jak się wyślizgnąć z tej dość "niezręcznej" sytuacji.
-Czekaj...O boże! Co to jest!?- krzyknęłam wskazując za niego. Pajac dał się nabrać i od razu się odwrócił. Wtedy wykorzystałam okazję odepchnęłam go i wyrzuciłam mu z ręki broń. Już miałam mu znów przyłożyć kiedy on zablokował mnie i rzucił na stół z krzykiem "A masz!" Po czym szybko sięgnął po broń i ponownie we mnie wycelował.
-Już po tobie suko! 
Kopnęłam go w kolano dzięki czemu zdążyłam uskoczyć za namiot bez szwanku. Facet miał już strzelić po raz drugi kiedy usłyszeliśmy głośny szelest w krzakach.
-Hyh? Hmm.. Chyba coś tam słyszałem.
-Ja też-powiedział młokos
-Co to mogło by.. Cholera!- krzyknął widząc grupkę ludzi idącą z bronią w naszą stronę.
-Max za barykadę ale, już!- krzyknął do młodego jednocześnie celując w tamtych.
-Ej chłopaki chodźcie! Będzie zabawa!- krzyknął jeden z tej grupy, a z daleka widać było resztę bandy.
-Niech to szlag!
Tymczasem ja za namiotu przyglądałam się tej scenie żałując, że nie mam popcornu i pepsi.
"Dobra idealny moment, żeby stąd wiać" pomyślałam po czym wstałam i z całych sił pobiegłam w stronę lasu, z nadziej ze uda mi sie dotrzeć bez szwanku do autostrady.
~•(x)•~
Próbowałem odeprzeć atak gangu pilnując przy tym by mojemu młodszemu bratu Max'owi nic sie nie stało. Niestety było ich zbyt dużo..
-Nie damy sobie rady musimy uciekać Tyson!
Strzeliłem jeszcze trzy razy i trafiłem jednego z nich w nogę, przez co upadł na ziemie z krzykiem. Schowałem sie za barykadę i patrząc na Max'a powiedziałem z powaga.
-Dobra na trzy wybiegamy za barykady i z całych sił do lasu aż dobiegniesz do drogi nie zwalniaj jasne?
-Jasne jak słoneczko na niebie!
-To na trzy. Raz, dwa...TRZY!- krzyknąłem po czym poznaliśmy do lasu. Kule przelatywały obok nas jednak na nasze szczęście bandycie mieli chyba zeza. Byłem wkurwiony na ta sukę co tu przylazła. Pewnie ci bandyci ja śledzili i przykryli za nią. Jak ja znajdę to zabije.
~•(x)•~
Kiedy dotarłam do drogi stanęłam by chwile odsapnąć po czym skierowałam się w stronę mostu. Niestety na końcu czekała mnie przykra niespodzianka...
-Cholera tędy nie przejdę most się zawalił!
Nagle ktoś za mną krzyknął.
-Tu jesteś frajerko! Myślałaś że cię nie dopadnę!
Odwróciłam sie i zobaczyłam tego debila z shoutganem, który właśnie sie na mnie rzucał.
-Czekaj nieeeee!
Krzyknęłam jednak za późno. Popchnął mnie i razem spadliśmy z krawędzi mostu w stronę ciemnej i głębokiej wody.
(T),(V)-Aaaaaaaaa!
Głośny plusk i razem przepadliśmy na wieki.
-Tyson! Jesteś tam? Haloo! Tyson!
~•(x)•~
Ocknąłem się rano na brzegu i od razu zacząłem kaszleć wodą. "Spokojnie" usłyszałem głos brata "Wyluzuj". Zacząłem głęboko oddychać i rozglądać sie po okolicy. Byliśmy na brzegu a obok widać było czerwony, zarwany most. To cud, ze żyje. Po chwili obydwoje stanęliśmy i spojrzeliśmy na ciemną wodę.
-O cholera. Tamta chyba nie przeżyła...-powiedziałem z przyznam sie lekka satysfakcja.
Nagle tuż nad swoim uchem usłyszałem głośny kobiecy głos.
-No jak to nie!
-Co jest?!-krzyknąłem zaskoczony i z tego wszystkiego wpadłem do wody, a mój kochany braciszek zamiast mi pomóc zaczął się śmiać.
-Ty kretynko przez ciebie prawie zginęliśmy!- krzyknąłem do niej wychodząc ponownie przemoczony.
-Wait what? Jak to przeze mnie? To nie była moja wina. W końcu to nie ja wrzuciłam nas do wody.-powiedziała patrząc na mnie jakby chciała rzec "Jesteś dupkiem" a jednocześnie miała w oczach iskierki rozbawienia i ironiczny uśmieszek na twarzy. Nienawidzę ironicznych uśmiechów.
-W takim razie ciekaw jestem co to byli za jedni?
-Nie mam zielonego pojęcia.
Podszedłem do niej i spojrzałem jej prosto w oczy.
-Mieszkaliśmy od tygodnia w tym obozie i NIC się nie działo. Nagle zjawiasz się TY i zaczynają się same problemy.
-Nie moja wina, ze mam dar wywoływaniu kłopotów. Sorry memory ja tylko szukałam czegoś do jedzenia. Gdybym wiedziała, że w pobliżu jest jakaś banda w ogóle bym się tam nie zapuszczała.
-Dobra nie obchodzi mnie to...Spadamy stąd Max.
-Już tęsknię mój Romeo! Arrivederci!- powiedziała po czym zaczęła iść w przeciwną stronę od naszej. Nagle ni stąd, ni z owąd Max do niej krzyknął
-Ej zaczekaj chwilę!
-Czego chcesz smarku?
Niezrażony Max zapytał.
-Gdzie twoi kompani?
-Z nikim nie współpracuję. Od zawsze jestem sama.
-W takim razie może byśmy połączyli siły?
-Zwariowałeś?!-krzyknąłem do brata ze zdziwieniem na twarzy zastanawiając sie czy przypadkiem nie uderzył sie w głowę. 
-Phi chyba żartujesz.-powiedziała po czym pobiegła do lasu.
~•(x)•~
Szliśmy przez las. Zbliżał sie wieczór i byłem juz wykończony. Cała sprawa z obozem i ta dziewczyna wycieńczyła mnie.
-Już się ściemniło.
-Cholera ale jestem głodny...
-Na szczęście mam 2 konserwy. 
Usiedliśmy na trawie, rozpalaliśmy ognisko po czym zaczęliśmy nasza mała ucztę.
CHWILĘ PÓŹNIEJ
-Ale jestem zmęczony..
-Zdrzemnij się, miałeś dziś ciężki dzień. Ja popilnuję.-powiedział mój młodszy brat patrząc na mnie z troska. Martwił sie o mnie.
-Jesteś pewien?
-Come'On nie mam 5lat! Dam se radę. Spokojnie.
-Ok, ok, okkkkkk...-powiedziałem i juz miałem sie zanurzyć w krainie snów gdy nagle jakby z nikąd wypadł facet w jakieś masce rzucił Max'em o drzewo, a mnie na ziemię. W ciągu sekundy się podniosłem.
-Aaah... Co jest?- powiedziałem zaspany.
-Pobudka..hehehe- zaśmiał sie okropnie.
-Szlag. Co..gdzie..Gdzie ona!?
-Tego szukasz?- powiedział celując we mnie moją własną bronią. -Straciłeś czujność a ja to wykorzystałem. Już po tobie.
Nagle usłyszałem znajomy głos kobiecy mówiący:
-To samo można by powiedzieć o tobie. Co za ironia losu nie?
Była to frajerka celująca prosto w głowę faceta z wiatrówki.
-Co?! To ty?
-Żegnam pana.- powiedziała po czym strzeliła. Facet upadł na ziemię i wydał swoje ostatnie tchnienie.
-To chyba należy do ciebie.-powiedział rzucając mi moją broń. 
-Wiedziałem, wiedziałem że przyjdziesz
-Na serio smarku? Coś czułam, że wpakujecie się w jakieś kłopoty.
-Ale...zostaniesz już z nami?
-Tym razem z bólem serca jestem za.-powiedziałem patrząc a to na broń a to na nią.
-Ehhh.. Ktoś was musi pilnować- powiedziała puszczając oczko do Max'a
-Zajebiście!
-Chwilunia-powiedziałem czym spowodowałem zdziwione spojrzenie Max'a i wyczekujące spojrzenie kobiety. -Jak ty sie w ogóle nazywasz? Chyba, ze chcesz bym mówił ci frajerka...
Max odetchnął z ulga, a dziewczyna zaśmiała sie i powiedziała.
-Spoko loko, euro spoko. Mam na imię Victoria, ale mówcie mi Vi.
-Ja jestem Tyson a to jest Max mój młodszy brat.

I tak oto zaczęła sie nasza chora współpraca...

0 komentarze:

Prześlij komentarz